O autorze
Sportem motorowym interesuje się od przeszło 20 lat i gdzieś w trakcie tego okresu postanowiłem przerobić swoją pasję, na swój zawód.
Od ośmiu lat piszę o sportach samochodowych dla różnych mediów. Pracowałem m.in. w miesięczniku „WRC Magazyn Rajdowy”, dla Telewizji Polskiej i portalu „rallynews.pl”.
Teraz na łamach „natemat.pl” chciałbym przybliżyć Wam świat rajdów i wyścigów, z Formułą 1 na czele.
Aktualne informacje z tras WRC na stronie Rajdy.pl

O Kubicy, sportach motorowych i piratach blogowych

Robert Kubica (Ford Fiesta WRC)
Robert Kubica (Ford Fiesta WRC) google.com/Massimo Bettiol (GETTY IMAGES)
Starty Roberta Kubicy w Rajdowych Mistrzostwach Świata postawiły większość polskich mediów przed nowym, niezbadanym jeszcze terytorium. Niestety, bełkot serwowany przez niektórych dziennikarzy i komentatorów świadczy o tym, że niewielu z nich zadało sobie trud wgłębienia się w temat sportów motorowych.

Mogłoby się wydawać, że polityk wdający się w polemikę ze swoim oponentem powinien dobrze się przygotować do tematu i wypunktować rywala na płaszczyźnie merytorycznej. Felieton „O piratach drogowych” Senatora Aleksandra Pocieja pokazuje, że nie jest to regułą.

Pan Pociej wyprowadza swój atak podpierając się przykładem Roberta Kubicy. Niestety argumenty i opinie którymi się dzieli z czytelnikami pokazują jasno, że temat sportu motorowego jest mu raczej obcy. To, że Senator Pociej prowadzi z oponentami mało merytoryczną dyskusję jest smutne, ale taka jest już polityka. W swoim tekście popełnia jednak wszystkie błędy i przekłamania jakie pokutują w naszych mediach.

Po pierwsze: O czym my w ogóle mówimy?

Czy to rajd, czy to wyścig? „Rajdowe tory”, „wyścigi rajdowe”, „rajdowiec z Formuły 1”, „wyścig na Dakarze” – takie kwiatki można usłyszeć w TV, czy wyczytać w gazetach, kolorowych magazynach i największych portalach internetowych. Choć żaden dziennikarz nie pozwoliłby sobie na pomylenie piłki nożnej z ręczną, większość nie widzi różnicy między rajdem a wyścigiem. A różnica jest i to spora.

Rajdem, wbrew temu co często można usłyszeć, nie jest ani Grand Prix Formuły Jeden (a nie Pierwszej!), ani też brawurowy popis pijanego kierowcy. Rajdy to dyscyplina sportu licząca przeszło 100 lat. Dwuosobowa załoga samochodu musi pokonać drogę z punktu A do punktu B, w wyznaczonym czasie, określoną trasą. Zawodnicy podróżują w normalnym ruchu drogowym, z zachowaniem wszystkich przepisów drogowych. Co ciekawe, rajd nie polega na tym kto pierwszy dojedzie do mety – w momencie startu załoga ma już określony czas w którym ma się zameldować na mecie. Nie wcześniej, ani nie później.

Na trasie rajdu są wyznaczone próby sportowe – odcinki specjalne czyli oesy. To na nich toczy się właśnie rywalizacja. Tu nie ma już ruchu drogowego, nie obowiązują przepisy – liczy się tylko czas. Na odcinki specjalne załogi wyruszają pojedynczo. Oesy to zwykle 1/3 długości całej trasy.

Inaczej jest w wyścigach. Tu kierowca (sam, bo pilot nie jest mu potrzebny) podróżuje po zamkniętej pętli – czyli torze wyścigowym. Tu można oglądać bezpośrednią rywalizację między zawodnikami, bo wszyscy startują na raz. Tu od startu do mety trzeba jechać jak najszybciej. Samochody wyścigowe są budowane inaczej niż te przeznaczone do rajdów, inne są opony, inne umiejętności są potrzebne kierowcy.

Po drugie: Jak to jest z tym Kubicą?

- Jesteśmy absolutnie zadowoleni z jego występu i w stu procentach stoimy za nim – to nie wypowiedź fanatycznych fanów Roberta Kubicy, ale szefa zespołu M-Sport Malcolma Wilsona. Brytyjczyk od początku roku wyrażał się o Kubicy w samych superlatywach i ostatni rajd tego nie zmienił. Wilson nie jest byle kim – od niemal 20 lat prowadzi fabryczny zespół Forda. Jego kierowcami byli m.in. Colin McRae, Carlos Sainz, Petter Solberg czy Mikko Hirvonen.

Opinię Wilsona podzielają też inni szefowie ekip zarówno z rajdów, jak i z Formuły 1. Kubicę podziwiają też rywale i zachodni dziennikarze, od dziesiątek lat zajmujący się sportem motorowym. Pod koniec ubiegłego roku polski kierowca odebrał nagrodę FIA jako Osobowość Roku. O ile mi wiadomo FIFA nie wyróżniła nigdy tak polskiego piłkarza…

Kiedy niespełna rok temu Kubica ogłosił swoje plany związane ze startami w mistrzostwach świata, miał na swoim koncie ok. 15 rajdów – w większości krótkich, jednodniowych imprez we Włoszech. W rajdach takie doświadczenie, to prawie nic. Mimo to polski kierowca wygrał w klasie WRC2 pięć z siedmiu rajdów, w jednym był drugi, w jednym szósty. W debiucie w MŚ zdobył tytuł w swojej klasie. Sztuka ta nie udała się żadnemu z polskich kierowców, choć wielu - bardziej doświadczonych i utytułowanych – próbowało.

Po trzecie: Nie samymi wypadkami człowiek żyje…

W ubiegłym roku Robert Kubica wystartował w 14 rajdach. Nie ukończył tylko czterech z nich, w tym jednego z powodu awarii samochodu. Tylko trzy starty zakończyły się rozbiciem auta. Mimo to, wiele osób, z Senatorem Pociejem włącznie, wciąż powtarza opinię, że Kubica rozbija się w każdym rajdzie. Najwyraźniej tak bardzo wyczekiwali każdej informacji o wypadku polskiego kierowcy, że umknęły im wszystkie jego sukcesy…

Po czwarte: Łatwiej kijek obcieńkować, niż go później pogrubasić.

Jazda samochodem rajdowym po odcinkach specjalnych, to jazda na limicie. Najszybszy jest ten, kto jedzie najbliżej granicy przyczepności, kto wykorzystuje każdy ułamek procenta możliwości samochodu. Przy takiej jeździe każdy błąd może skończyć się wypadkiem. Wiedzą o tym wszyscy kierowcy, nawet mistrzowie świata.

Rajdy to też sport premiujący doświadczenie. Każda runda MŚ jest inna, każdy odcinek specjalny jest inny. Każdy z rajdów ma swoje pułapki – w Monte-Carlo są nimi zmiany przyczepności nawierzchni. Padający śnieg, deszcz, tzw. czarny lód czyli niewidoczne z daleka oblodzenie drogi – to wszystko czyni tę imprezę ogromnym wyzwaniem dla kierowców. Mimo to, debiutujący w tym rajdzie Kubica jechał tempem podobnym do Sebastiena Ogiera, dla którego to było czwarte „Monte”.

Robert Kubica ma wciąż niewielkie doświadczenie – ostatni rajd pokazał to dość boleśnie. Ale jest też niezwykle szybkim kierowcą. Z każdym przejechanym rajdem będzie nabierał tego doświadczenia, stając się coraz groźniejszym rywalem dla czołówki WRC. Nawiasem mówiąc na tarczy z Monte-Carlo wyjeżdżają też wicemistrz świata Thierry Neuville, czy weteran tego rajdu, zwycięzca sprzed 20 lat Francois Delecour.

Jak mówi znane powiedzenie: „łatwiej kijek obcieńkować, niż go później pogrubasić”. Łatwiej ująć w ryzy szybkiego kierowcę i nauczyć go dojeżdżania regularnie do mety, niż zrobić mistrza z zawodnika regularnego, ale nie mającego tej prędkości. Dlatego o sukcesach Kubicy będziemy słuchać coraz częściej. Wystarczy tylko nastawić ucha.
Trwa ładowanie komentarzy...